Przez lata pracy w przedszkolu nieraz słyszałam od rodziców i współpracowników, że jestem dobrą nauczycielką. Za każdym razem było mi bardzo miło. Ale szczerze? Nigdy nie uważałam, że to kwestia jakiegoś wyjątkowego talentu.
W końcu nie urodziłam się z gotowym przepisem na pracę z dziećmi. Nie raz popełniałam błędy, błądziłam, szukałam nowych rozwiązań i często zastanawiałam się, czy na pewno wykonuję swoją pracę wystarczająco dobrze.
Z perspektywy czasu widzę jednak, że było kilka zasad, do których odowływałam się każdego dnia. To właśnie one sprawiały, że dzieci czuły się bezpiecznie, rodzice darzyli mnie zaufaniem, a wychowankowie określani jako „trudni” potrafili odnaleźć swoje miejsce w mojej grupie.
Dziś chcę się nimi z Tobą podzielić.
Wybory dobrej nauczycielki
Dokształcanie się
Nigdy nie zakładałam, że po skończneiu studiów wiem już wszystko. Zachowałam w sobie pokorę i gotowość do tego, aby wciąż poszukiwać nowej wiedzy i rozwiązań. Szukałam szkoleń, czytałam książki, poznawałam nowe metody pracy i zadawałam pytania. Z ogromną ciekawością odkrywałam, jak rozwija się dziecko i czego naprawdę potrzebuje.
Gdy podczas pracy z dziećmi pojawiał się jakiś problem dążyłam do tego, aby podnieść swoje kwalifikacje na dodatkowych kursach i szkoleniach i zmierzyć się z nim profesjonalnie. W ten sposób ukończyłam szkolenie z Treningu Umiejętności Społecznych, aby lepiej wspierać dzieci z trudnościami w tym obszarze. Podobnie sięgnęłam po kurs uważności, aby pomóc dzieciom lepiej się wyciszać. Wykonałam sporo podobnych kroków.
Dziś wiem, że najlepszy nauczyciel to taki, który sam pozostaje uczniem.
Poszukiwanie rozwiązań
Gdy jakiś wychowanek prezentował pewne trudne zachowania, nie dążyłam do tego, aby przykleić mu łatkę “niegrzecznego dziecka”, które trzeba na siłę wtłoczyć w określone ramy. Zamiast tego dążyłam do odkrycia, co kryje się pod tym zachowaniem, co poprzez nie chce mi powiedzieć. Jednocześnie obdarzałam dziecko uważną uwagą, akceptacją i zrozumieniem.
Dzięki skupieniu na przyczynach zachowania, zamiast na jego ocenie, dużo łatwiej było mi odkrywać rozwiązanie problemu czy właściwe podejście do danego wychowanka.
Traktowanie dziecka jako człowieka
To może brzmieć banalnie, ale dopiero zgłębiając założenia pedagogiki Marii Montessori i poznając podejście Janusza Korczaka prawdziwie to zrozumiałam. Ogromnie poruszył mnie cytat naszego rodzimego pedagoga:
Dziecko ma prawo być sobą.
Ma prawo do popełniania błędów.
Ma prawo do posiadania własnego zdania.
Ma prawo do szacunkuNie ma dzieci. Są ludzie.
Słuchałam dzieci i dawałam im możliwośc wyboru. Podchodziłam poważnie do ich potrzeb i doświadczanych emocji. Nie bagatelizowałam ich problemów tylko dlatego, że wydawały się błahe w porównaniu z problemami dorosłych. Dzięki temu nawiązywała się między nami silna relacja, która leżała u podstaw dobrej i satysfakcjonującej obie strony współpracy.
Podążałam za grupą i jej energią
Nie wchodziłam w rolę “szefa:, którego polecenia mają być wykonane, a przewodnika, który wskazuje kierunek adekwatny do aktualnej sytuacji.
Jeśli widziałam, że dzieci potrzebują ruchu, nie zmuszałam ich do siedzenia przy stolikach. Jeśli czułam, że grupa jest przebodźcowana, wybierałam ćwiczenia oddechowe, relaks lub krótką praktykę jogi, które pomagały jej się wyciszyć.
Nauczyłam się, że rezygnacja z założonego planu (scenariusza) może przynieść więcej korzyści niż sztywne podążanie za kolejnymi punktami w opozycji do dziecięcych potrzeb.
Stawianie na kreatywność i innowacjne metody
Obserwowałam dziecięce zaangażowania i dobierałam aktywności w zgodzie z nimi. Z radością przeglądałaminternet i różne książki w poszukiwaniu oryginalnych i kreatywnych zabaw i aktywności. Zauważyłam, że dzieci chętniej angażują się w różne ćwiczenia, jeśli są one dla nich atrakcyjne.
Nie robiłam tego po to, żeby robić “dobre wrażenie”. Robiłam to dlatego, że dzieci uczą się najlepiej wtedy, kiedy są zaangażowane i zaciekawione. W końcu kreatywność nie jest dodatkiem do edukacji. Ona często jest drogą do prawdziwego uczenia się prowadzącego do radości i satysfakcji.
Wierzyłam w dzieci, zanim one uwierzyły w siebie
To chyba najważniejszy z moich codziennych wyborów. W mojej grupie często pojawiały się dzieci, które wcześniej miały opinię „trudnych”. Bywało, że nie potrafiły odnaleźć się w innych grupach, miały problemy z emocjami albo zachowaniem.
Nigdy nie patrzyłam na nie przez pryzmat tej etykiety. Patrzyłam na dziecko, które potrzebowało zrozumienia, relacji i poczucia, że ktoś naprawdę wierzy w jego możliwości. I bardzo często działo się coś pięknego. Po kilku tygodniach czy miesiącach te same dzieci zaczynały odnajdywać swoje miejsce w grupie, budować relacje i pokazywać swój ogromny potencjał.
To utwierdziło mnie w przekonaniu, że czasem największą zmianą, jaką możemy dać dziecku, jest zmiana naszego sposobu patrzenia na nie.
Choć nie pracuję już na co dzień w przedszkolu, bardzo chcę poprzez swoje doświadczenie wspierać nauczycieli i specjalistów. Dlatego też tworzę materiały, scenariusze i szkolenia, które sama chciałabym mieć, kiedy prowadziłam swoją grupę.
👉 Jeśli szukasz inspiracji, gotowych pomysłów i narzędzi, które pomogą Ci pracować z większym spokojem i lekkością, zapraszam Cię do Skarbca jogi dla dzieci.
WIerzę, że znajdziesz tam nie tylko materiały do wykorzystania na zajęciach (scenariusze, karty pracy, itp.), ale również wsparcie, zrozumienie i motywację, których w końcu tak bardzo potrzebujemy jako nauczyciele.
Bo dobra nauczycielka nie rodzi się z wyjątkowym talentem. Staje się nią każdego dnia – poprzez małe decyzje, ciekawość, otwartość i relacje, które buduje z dziećmi.



